Chciałabym wam życzyć Szczęśliwego Nowego Roku. Aby wszystkie wasze życzenia się spełniły. Ten rok ma być rokiem szczęśliwym dla was i to nie jest prośba. To jest rozkaz! Odwala mi już dzisiaj, także cuż...
Na Boże Narodzenie zapomniało mi się wysłać wam życzeń, bo byłam zajęta pomaganiem mamie w kuchni i organizowaniem urodzin, które nie wypaliły XD.
Kolejny rozdział pojawi się prawdopodobnie jutro, lub dzisiaj. Jest już w pół do piątej rano, a ja jeszcze nawiedzam dom podczas poszukiwania żarcia //Elka ;D
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Rozdział II
*Oczami Harryego*
-Harold, do garów-rozkazał mi Niall wchodząc spowrotem do salonu
-Horan, nie jestem Twoim sługą, więc mi nie rozkazuj. Czaisz?-spytałem ruszając głową
-Kiedy będą te naleśniki, bo głodna jestem-oznajmiła Alex wchodząc do pomieszczenia
-Już się za nie biorę-wstałem
-A jej, to słuchasz?-oburzył się Niall, a ja pokiwałem głową na tak gdy wychodziłem z pokoju
-Może Ci w czymś pomóc?-spytała Alexandra
-Nie, nie trzeba
-To chociarz dotrzymam Ci towarzystwa.
-Jak chcesz-siedziała przy stole obserwując każdy mój ruch. Czułem się jakbym był porwany.
-Jaki ty jesteś skupiony, jak gotujesz. Ja tak nie potrafię-oznajmiła
-Gdy ty tu jesteś, to trudno mi się skupić-oznajmiłem z uśmiechem
-Bo się zarumienię
-Ale taka, jest prawda-mówiłem smętnym głosem
-Coś chyba jesteś nie w sosie-podeszła do mnie-Co się stało?
-Nic takiego. Nie będę Cię zanudzał-odpowiedziałem
-No powiedz, prooooooooooooosze....-błagała mnie
-Już mówiłem Ci, że nie będę Ci zanudzał
-To co ja mam na kolana paść?
-Nie, i tak Ci nie powiem
-Jesteś uparty jak osioł
-Wiem. Wszyscy mi to mówią.
-Oj no powiedz. Nikomu nie wygadam-przysięgła
-Po śniadaniu,okey?
-Dobra
Wzięliśmy talerze z moim pysznym daniem, i zanieśliśmy je na stół. Wszyscy razem zjedliśmy posiłek po czym rozeszliśmy się.
-To powiesz mi czy nie?-spytała Alex
-Ubierz się. Idziemy na spacer-rozkazałem ona wykonała moje polecenie.
Poszliśmy do parku nie daleko od naszego domu. Szliśmy w ciszy. Wokół nas nie było żadnej żywej duszy. Był tylko biały śnieg. Miejscami nawet żółty.
-To powiesz co Ci jest?-męczyła mnie Alexandra
-Wstałem po prostu lewą nogą-odpowiedziałem i się uśmiechnąłem
-I tylko to?
-Tak
-Czyli wyciągnąłeś mnie taki kawał od domu tylko po to żeby mi powiedzieć, że wstałeś lewą nogą?
-Tak
-Kiedyś mi za to zapłacisz-zagroziła, a ja zaliczyłem glebę, po chwili śmiałem się sam z siebie-Mówiłam, że za to zapłacisz
-Ale ja myślałem, że zapłacę za nową torebkę, a nie w ten sposób-oznajmiłem, a Alex ruszyła przed siebie. Ulepiłem ze śniegu kulkę i rzuciłem nią w Alex. Trafiłem ją w du... w tyłek.
-Zboczeńcy gdzie celujesz?-spytała odwracając się
-Stałaś tyłem, co ja miałem zrobić. Zaatakować Cię od przodu?
-Tak, zdążyłabym przy najmniej się schylić-także ulepiła kulkę i trafiła mnie w łeb dokładnie w tym samym czasie kiedy wstawałem z ziemi.Miałem całe białe włosy OD ŚNIEGU.-Ma się cela!-krzyknęła tak, że obudziła tym pół miasta.
-Cicho, nie jesteś w tym kraju sama-powiedziałem
-Wiem, ale to ty masz większy problem
-Czemu niby?-zdziwiłem się, a ona wyciągnęła z kieszeni kurtki kulkowaty puszek i we mnie nim rzuciła. Zdążyłem schować się za drzewo- Czy ty robisz na mnie zamach?
-To śmiała hipoteza...
-Czyli, nie?
-Czyli tak, ale twierdzę, że to śmiała hipoteza-pobiegła prosto na zaspę. W ostatniej chwili skoczyła tak jak królik i wylądowała za górką. W ogóle jej widać nie było.
-I jak ja teraz mam niby w ciebie trafić?-spytałem z pretensjami do niej
-Kombinuj. W głowie masz taką przedziwną maszynę, która nazywa się mózg. Ona Ci może trochę pomóc w wymyślaniu planu.
-No dzięki za podpowiedź-powiedziałem z sarkazmem
-Nie ma za co
-Ty nie wiesz co to ironia, zgadłem?
-No może...
-Jakąś zachentę dostanę?
-Dostaniesz buziaka, jak trafisz-jak wziąłem zamach to trafiłem ją trochę za mocno, bo ucichła
-To co z tą nagrodą?- spytałem siadając obok niej, a ona podniosła się ze swojej kurtki i dała mi całusa w policzek. Pociągłem ją w swoją stronę i dziewczyna wylądowała na mnie. Po chwili wstała ze mnie, a ja usiadłem i narysowałem na śniegu serce, po czym wyznałem jej miłość. Zgodziła się być moją dziewczyną, a tę bitwę potraktowaliśmy jako pierwszą randkę, gdyż Alex uważa, że woli posiedzieć wtedy w domu i obejrzeć ze mną jakiś horror.
-Może już pójdziemy do domu?-zapyałem
-No dobra-wstaliśmy i odrazu się otrzepaliśmy.
Wziąłem Lex na ręce, a dziewczyna dała mi soczystego buziaka w usta. Gdy wracaliśmy dumnie kroczyłem trzymając Alexandrę za rękę.
-Mam jeszcze prośbę-zacząłem-Jak to zrobiłaś skacząc przez tą zaspę?
-Normalnie. Skoczyłam i znalazłam się po drugiej stronie
-Skoczysz jeszcze raz dla mnie?
-Ehhh... -wzięła rozpęd i skoczyła jak kangur tym razem, lecz przy lądowaniu coś poszło nie tak jak powinno-Ała! Ooo shit!
-Alex!-podbiegłem do dziewczyny-Co jest?
-Noga mi się dziwnie wykręciła. Nie wiem jak ja upadłam, ale widzę swoją kość!-mówiła coraz głośniej-Harry do jasnej cholery tak nie powinno być!- krzyczała płacząc oraz trzymając się za nogę i zciskając mocno zęby.
-Skarbie uspokuj się. Wszystko będzie dobrze-pocieszałem dziewczynę-Jedziemy do szpitala-rozkazałem
-Ciekawe jak,skoro auto jest w twoim garażu
-Do auta Cię doniosę. Taki słaby jak myślisz nie jestem-wziąłem Alex na ręce, a po długiej chwili byliśmy już w szpitalu Zrobili jej tam badania,po czym lekarze stwierdzili, że to zwykłe złamanie. Owinięto jej szkitę gipsem, po czym pojechaliśmy spowrotem do domu.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
mam nadzieje że wam się spodoba /// trochę zajęło pisanie tego mam nadzieje że docenicie naszą pracę / zostawiajcie komentarze i wg aby motywowały nas do dalszego pisania / trzymajcie się / Szczęśliwego Nowego Roku / Lolks
-Harold, do garów-rozkazał mi Niall wchodząc spowrotem do salonu
-Horan, nie jestem Twoim sługą, więc mi nie rozkazuj. Czaisz?-spytałem ruszając głową
-Kiedy będą te naleśniki, bo głodna jestem-oznajmiła Alex wchodząc do pomieszczenia
-Już się za nie biorę-wstałem
-A jej, to słuchasz?-oburzył się Niall, a ja pokiwałem głową na tak gdy wychodziłem z pokoju
-Może Ci w czymś pomóc?-spytała Alexandra
-Nie, nie trzeba
-To chociarz dotrzymam Ci towarzystwa.
-Jak chcesz-siedziała przy stole obserwując każdy mój ruch. Czułem się jakbym był porwany.
-Jaki ty jesteś skupiony, jak gotujesz. Ja tak nie potrafię-oznajmiła-Gdy ty tu jesteś, to trudno mi się skupić-oznajmiłem z uśmiechem
-Bo się zarumienię
-Ale taka, jest prawda-mówiłem smętnym głosem
-Coś chyba jesteś nie w sosie-podeszła do mnie-Co się stało?
-Nic takiego. Nie będę Cię zanudzał-odpowiedziałem
-No powiedz, prooooooooooooosze....-błagała mnie
-Już mówiłem Ci, że nie będę Ci zanudzał
-To co ja mam na kolana paść?
-Nie, i tak Ci nie powiem
-Jesteś uparty jak osioł
-Wiem. Wszyscy mi to mówią.
-Oj no powiedz. Nikomu nie wygadam-przysięgła
-Po śniadaniu,okey?
-Dobra
Wzięliśmy talerze z moim pysznym daniem, i zanieśliśmy je na stół. Wszyscy razem zjedliśmy posiłek po czym rozeszliśmy się.
-To powiesz mi czy nie?-spytała Alex
-Ubierz się. Idziemy na spacer-rozkazałem ona wykonała moje polecenie.
Poszliśmy do parku nie daleko od naszego domu. Szliśmy w ciszy. Wokół nas nie było żadnej żywej duszy. Był tylko biały śnieg. Miejscami nawet żółty.
-To powiesz co Ci jest?-męczyła mnie Alexandra
-Wstałem po prostu lewą nogą-odpowiedziałem i się uśmiechnąłem
-I tylko to?
-Tak
-Czyli wyciągnąłeś mnie taki kawał od domu tylko po to żeby mi powiedzieć, że wstałeś lewą nogą?
-Tak
-Kiedyś mi za to zapłacisz-zagroziła, a ja zaliczyłem glebę, po chwili śmiałem się sam z siebie-Mówiłam, że za to zapłacisz
-Ale ja myślałem, że zapłacę za nową torebkę, a nie w ten sposób-oznajmiłem, a Alex ruszyła przed siebie. Ulepiłem ze śniegu kulkę i rzuciłem nią w Alex. Trafiłem ją w du... w tyłek.
-Zboczeńcy gdzie celujesz?-spytała odwracając się
-Stałaś tyłem, co ja miałem zrobić. Zaatakować Cię od przodu?
-Tak, zdążyłabym przy najmniej się schylić-także ulepiła kulkę i trafiła mnie w łeb dokładnie w tym samym czasie kiedy wstawałem z ziemi.Miałem całe białe włosy OD ŚNIEGU.-Ma się cela!-krzyknęła tak, że obudziła tym pół miasta.
-Cicho, nie jesteś w tym kraju sama-powiedziałem
-Wiem, ale to ty masz większy problem
-Czemu niby?-zdziwiłem się, a ona wyciągnęła z kieszeni kurtki kulkowaty puszek i we mnie nim rzuciła. Zdążyłem schować się za drzewo- Czy ty robisz na mnie zamach?
-To śmiała hipoteza...
-Czyli, nie?
-Czyli tak, ale twierdzę, że to śmiała hipoteza-pobiegła prosto na zaspę. W ostatniej chwili skoczyła tak jak królik i wylądowała za górką. W ogóle jej widać nie było.
-I jak ja teraz mam niby w ciebie trafić?-spytałem z pretensjami do niej
-Kombinuj. W głowie masz taką przedziwną maszynę, która nazywa się mózg. Ona Ci może trochę pomóc w wymyślaniu planu.
-No dzięki za podpowiedź-powiedziałem z sarkazmem
-Nie ma za co
-Ty nie wiesz co to ironia, zgadłem?-No może...
-Jakąś zachentę dostanę?
-Dostaniesz buziaka, jak trafisz-jak wziąłem zamach to trafiłem ją trochę za mocno, bo ucichła
-To co z tą nagrodą?- spytałem siadając obok niej, a ona podniosła się ze swojej kurtki i dała mi całusa w policzek. Pociągłem ją w swoją stronę i dziewczyna wylądowała na mnie. Po chwili wstała ze mnie, a ja usiadłem i narysowałem na śniegu serce, po czym wyznałem jej miłość. Zgodziła się być moją dziewczyną, a tę bitwę potraktowaliśmy jako pierwszą randkę, gdyż Alex uważa, że woli posiedzieć wtedy w domu i obejrzeć ze mną jakiś horror. -Może już pójdziemy do domu?-zapyałem
-No dobra-wstaliśmy i odrazu się otrzepaliśmy.Wziąłem Lex na ręce, a dziewczyna dała mi soczystego buziaka w usta. Gdy wracaliśmy dumnie kroczyłem trzymając Alexandrę za rękę.
-Mam jeszcze prośbę-zacząłem-Jak to zrobiłaś skacząc przez tą zaspę?
-Normalnie. Skoczyłam i znalazłam się po drugiej stronie
-Skoczysz jeszcze raz dla mnie?
-Ehhh... -wzięła rozpęd i skoczyła jak kangur tym razem, lecz przy lądowaniu coś poszło nie tak jak powinno-Ała! Ooo shit!
-Alex!-podbiegłem do dziewczyny-Co jest?
-Noga mi się dziwnie wykręciła. Nie wiem jak ja upadłam, ale widzę swoją kość!-mówiła coraz głośniej-Harry do jasnej cholery tak nie powinno być!- krzyczała płacząc oraz trzymając się za nogę i zciskając mocno zęby.
-Skarbie uspokuj się. Wszystko będzie dobrze-pocieszałem dziewczynę-Jedziemy do szpitala-rozkazałem
-Ciekawe jak,skoro auto jest w twoim garażu
-Do auta Cię doniosę. Taki słaby jak myślisz nie jestem-wziąłem Alex na ręce, a po długiej chwili byliśmy już w szpitalu Zrobili jej tam badania,po czym lekarze stwierdzili, że to zwykłe złamanie. Owinięto jej szkitę gipsem, po czym pojechaliśmy spowrotem do domu.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
mam nadzieje że wam się spodoba /// trochę zajęło pisanie tego mam nadzieje że docenicie naszą pracę / zostawiajcie komentarze i wg aby motywowały nas do dalszego pisania / trzymajcie się / Szczęśliwego Nowego Roku / Lolks
czwartek, 12 grudnia 2013
Hello
Jestem Lolks i mam nadzieję że nasz blog wam się spodoba. Komentujcie i mówcie o nim znajomym Directioners ;D Trzymajcie się i nie puszczajcie/// specjalnie dla was Hazz ;D
niedziela, 8 grudnia 2013
środa, 4 grudnia 2013
wtorek, 3 grudnia 2013
Rozdział I, Część II
*Oczami Lilianny*
Chłopaki weszli do środka. Zayn poszedł we wskazane miejsce, a Harry poszedł ze mną do salonu gdzie siedziałyśmy wcześniej z dziewczynami. Rozejrzał się po pokoju i po chwili pożerania wzrokiem Alex usiadł obok niej.
-Hej-powiedział Hazza
-Hej-odpowiedziała mu Alex i odsunęła się kawałek, lecz on i tak się przysuwał coraz bliżej, a Alex odsuwała coraz dalej aż w końcu wylądowała na podłodze. Ja o mało też, bo jej mina była zabójcza. Gdy Zayn przyszedł, pozbyłyśmy się śmroda i w końcu mogłam oddychać.
-To co, rozumiem, że wszystkie przyjdziecie wieczorem-powiedział Bad Boy patrząc na Meggie
-Raczej tak-odpowiedziała, jak to Margaret zawstydzonym głosem
-No mam nadzieję. Będzie parę osób i mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić-oznajmił, gdy do pokoju wszedł Hazz
-Dziękujemy wam, i widzimy się za godzinkę-powiedział Hazza
-Nie ma za co. Zrobiłam to tylko dla naszego dobra-odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy, a chłopaki wyszli z domu.
-Idę się przebrać, i za moment wychodzimy. Za moment według Alex dla jasności-powiedziałam i poszłam na górę
*Oczami Nialla*
Przeprowadzka minęła na dosyć szybko. Zaprosiłem na dziś wieczór dziewczyny. Oj będzie się działo... ale wróćmy do tematu. Trzeba trochę ogarnąć w domu. Złapałem kilka pudeł ze swoimi rzeczami, i zaniosłem je do swojego pokoju. Zabrałem się za ich rozpakowanie. Ubrania schowałem do szafy, zdjęcia postawiłem na meble i komodę, a buty schowałem na razie pod łóżko. Zszedłem na dół i zauwarzyłem, że reszta pudeł także zniknęła, a na podłodze było pełno śmieci. Zmiotłem je, a po chwili zadzwonił dzwonek do drzwi, czyli dziewczyny przyszły.
-Chłopaki, dziewczyny już przyszły!-krzyknąłem i otworzyłem drzwi
-Siemka!-powiedziały chórem
-Hej-odpowiedziałem-Proszę, wchodźcie
Chłopaki nawet nie wiem kiedy, ale znaleźli się w salonie.
-Witajcie dziewczyny-przywitali się chłopaki, a one odpowiedziały. Chłopaki się przedstawili.
-A więc, chcecie coś do picia? Colę, Pepsi, wodę?-zapytał Liam wstając
-Pepsi-powiedziała Lily
-Woda-odpowiedziała Meggie
-Wisi mi to ważne żebym się nie zatruła-oznajmiła Alex
-To co chcecie robić?-zapytał Zayn
-Nie wiem. Może bliżej się poznamy?-zaproponowała Lily
-Zagrajmy w ,,prawda czy wyzwanie"-powiedziałem
-No dobra-poparła mnie reszta towarzystwa, a Louis poszedł po butelkę.
Gdy wrócił usiedliśmy w kole. Ustaliliśmy jedną zasadę. Nie zmienamy na inną rodzaj konkurencji. Pierwszy kręcił Louis, i wypadło na mnie.
-Niall, pytanie czy wyzwanie?-spytał z uśmiechem cwaniaczka na twarzy
-Zbyt dobrze Cię znam, biorę pytanie-odpowiedziałem
-Kurde! No to, hmmm... Skoro tak dobrze mnie znasz, to ile mam wzrostu?
-175 centymetrów-wytknąłem mu język i przejąłem butelkę. Wypadło na Zayna.
-A więc? Pytanie czy wyzwanie?
-Wyzwanie!
-No to zrób kuksańca Loczkowi-powiedziałem, i spojrzałem na Lily, widać było że jest bardzo ciekawa co on zrobi.
-Hazzuś, przyjacielu ty mój kochany...
-Nie waż się, trzymaj się ode mnie i moich włosów z daleka-krzyknął Loczek i zaczął uciekać. Wszyscy się z niego zaczęliśmy śmiać. Po chwili Zaynie go dogonił, skoczył mu na plecy, a Hazz się załamał i wylądowali na podłodze-Ała, zostaw mnie!
-Jeżeli tak bardzo chcesz-powiedział Zayn,wykonał jego polecenie, i naszym oczom ukazał się Hazza mający większe afro niż zwykle. Wszyscy ponownie wybuchnęliśmy śmiechem. Lily się aż położyła ze śmiechu. Butelka powędrowała do Bad Boya. Zakręcił i trafiło na Lily.
-No, śmiechadło prawda czy wyzwanie?-spytał
-Jasne, że wyzwanie-odpowiedziała
-No wiec, przysuń się do Nialla, i go pocałuj. Pamiętaj, nie wolno zmieniać konkurencji.
-No muszę to muszę-oznajmiła i przysunęła się do mnie
-Jeżeli nie chcesz, to tego nie rób-powiedziałem-Zayn wymyśl coś innego
-Dobra no to zjedz sobie...
-Co?-zapytała pod ekscytowana
-Trochę musztardy-dokończył, a Louis przyniósł musztardę i łyżeczkę. Z wielką trudnością udało jej się to zjeść. Butelką kręciła Lily. Padło na Liama.
-Pytanie czy wyzwanie?-spytała dziewczyna
-Pytanie-odpowiedział
-A więc, powiedz nam, czy wziąłbyś do ręki łyżkę?
-Nie, pod żadnym pozorem-odowiedział
-Oki, łap-rzuciła mu butelkę i już miał kręcić gdy wyłączyli nam prąd.
-Chłopaki, gdzie włożyliście świeczki?-zapytałem
-Gdzieś w pudłach na strychu-odowiedział mi Zayn, a ja wstałem i ruszyłem ostrożnie w stronę schodów. Po drodze nadepnąłem raptem tylko na nogę Liama i Louisa.
-Czekaj, pójdę z tobą-powiedziała Lily wstając. Tak myślę w każdym bądź razie.
Złapała mnie za rękę, i po omacku dotarliśmy do schodów. Wdrapaliśmy się po nich i doszliśmy na strych. Lily wyciągnęła telefon i nam poświeciła. Wzięła telefon w zęby i zaczęliśmy przeszukiwać pudła. Znaleźliśmy ich całkiem sporo. Nakładliśmy ich do kieszeni, co nam trochę czasu zajęło i z powrotem poszliśmy na dół. Wysypaliśmy je na podłogę.
-Nie potrzebnie się wlekliście. My już idziemy-oznajmiła Alex wstając-Lily idziesz z nami?
-A mam jakiś wybór?-spytała dziewczyna
-Raczej nie- odpowiedziała jej Meggie.
Dziewczyny ubrały się w kurtki i buty i wyszły. Lily przed wyjściem dała mi całusa w pulik i powiedziała, że bawiła się całkiem dobrze. Poszedłem do swojego pokoju. Wziąłem szybki prysznic, ubrałem się w moją piżamę. Przed snem wyjżałem przez okno, i ujrzałem, że dziewczyny nie mogą wejść do domu. Wyprułem z chaty jak piorun.
-Co się dzieje?-zapytałem
-Klucz nam się złamał-odpowiedziała mi Alex
-A gdzie jest Lily?-spytałem
-Poszła wchodzić przez okno
-Aaa... utknęłam- usłyszałem głos Lily i od razu ruszyłem jej szukać. Po chwili poszukiwań znalazłem dziewczynę wiszącą na parapecie.
-Lily, wszystko dobrze?-zaniepokoiłem się
-Tak, tylko mógłbyś mi pomoc wyjść
Złapałem dziewczynę w pasie, i ciągnąłem tak mocno, ze wylądowaliśmy na trawie. Wstaliśmy, po czym zaproponowałem aby dziewczyny przenocowały u nas. Zgodziły się, a następnie poszliśmy do mnie. Ustaliłem im swojego pokoju, a sobie przygotowałem wygodny kącik na kanapie w salonie. Rano miałem bardzo drastyczną pobudkę. Cała czwóreczka moich przyjaciół zrobili ze mnie materac.
-Ałła, od kiedy wy o tej godzinie na nogach jesteście -zapytałem z trudem
-Od dzisiaj, twój bieg w nocy mnie obudził i widziałem, ze śpisz na kanapie-oznajmił Liam próbując wygodnie usiąść, czyli innymi słowy skakał po mnie
-Złaźcie ze mnie, idę zrobić dziewczynom pobudkę-rozkazałem
-Nie licz na to-powiedział z uśmiechem Louis
-Nie to nie-oznajmiłem, i wyczłapałem się spod chłopaków i poszedłem na górę obudzić dziewczyny-Puk puk puk-powiedziałem wchodząc
-O matko!-wrzasnęła zaspana Alex i schowała się pod kołdrę
-Co ,,O matko"?-zdziwiłem się
-Ma szopę na głowie i woli aby nikt jej nie oglądał-wyjaśniła Lily
-Ty jesteś nie lepsza-oznajmiła Meggie
-To nie prawda. To jest artystyczny nie ład-powiedziała z satyswakją.
-Co chcecie na śniadanie?-zapytałem
-Ja, poproszę... -zaczęła Meggie-a co jest?
-No, nie wiem, Hazz prawdopodobne może zrobić naleśniki-odpowiedziałem
-No to, ja się poczęstuję daniem Harrego-dokończyła Megg
-Ja też-oznajmiła Lily- A ty, Szopa?
-Też naleśniki-oznajmiła-A za tą szopę Ci się dostanie-dodała po chwili
-Zawołam was jak będzie gotowe-poinformowałem je i wyszłem.-Harry, masz zrobić dziewczynom naleśniki-oznajmiłem siadając na fotelu.
--------------------------------------------------------------------------------------------
Znowu jeden rozdział pisałam przez miesiąc. Wezmę się do roboty i częściej będę dodawać części. /Elka ;D
-Hej-powiedział Hazza
-Hej-odpowiedziała mu Alex i odsunęła się kawałek, lecz on i tak się przysuwał coraz bliżej, a Alex odsuwała coraz dalej aż w końcu wylądowała na podłodze. Ja o mało też, bo jej mina była zabójcza. Gdy Zayn przyszedł, pozbyłyśmy się śmroda i w końcu mogłam oddychać.
-To co, rozumiem, że wszystkie przyjdziecie wieczorem-powiedział Bad Boy patrząc na Meggie
-Raczej tak-odpowiedziała, jak to Margaret zawstydzonym głosem
-No mam nadzieję. Będzie parę osób i mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić-oznajmił, gdy do pokoju wszedł Hazz
-Dziękujemy wam, i widzimy się za godzinkę-powiedział Hazza
-Nie ma za co. Zrobiłam to tylko dla naszego dobra-odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy, a chłopaki wyszli z domu.
-Idę się przebrać, i za moment wychodzimy. Za moment według Alex dla jasności-powiedziałam i poszłam na górę
*Oczami Nialla*
Przeprowadzka minęła na dosyć szybko. Zaprosiłem na dziś wieczór dziewczyny. Oj będzie się działo... ale wróćmy do tematu. Trzeba trochę ogarnąć w domu. Złapałem kilka pudeł ze swoimi rzeczami, i zaniosłem je do swojego pokoju. Zabrałem się za ich rozpakowanie. Ubrania schowałem do szafy, zdjęcia postawiłem na meble i komodę, a buty schowałem na razie pod łóżko. Zszedłem na dół i zauwarzyłem, że reszta pudeł także zniknęła, a na podłodze było pełno śmieci. Zmiotłem je, a po chwili zadzwonił dzwonek do drzwi, czyli dziewczyny przyszły.
-Chłopaki, dziewczyny już przyszły!-krzyknąłem i otworzyłem drzwi
-Siemka!-powiedziały chórem
-Hej-odpowiedziałem-Proszę, wchodźcie
Chłopaki nawet nie wiem kiedy, ale znaleźli się w salonie.
-Witajcie dziewczyny-przywitali się chłopaki, a one odpowiedziały. Chłopaki się przedstawili.
-A więc, chcecie coś do picia? Colę, Pepsi, wodę?-zapytał Liam wstając
-Pepsi-powiedziała Lily
-Woda-odpowiedziała Meggie
-Wisi mi to ważne żebym się nie zatruła-oznajmiła Alex
-To co chcecie robić?-zapytał Zayn
-Nie wiem. Może bliżej się poznamy?-zaproponowała Lily
-Zagrajmy w ,,prawda czy wyzwanie"-powiedziałem
-No dobra-poparła mnie reszta towarzystwa, a Louis poszedł po butelkę.
Gdy wrócił usiedliśmy w kole. Ustaliliśmy jedną zasadę. Nie zmienamy na inną rodzaj konkurencji. Pierwszy kręcił Louis, i wypadło na mnie.
-Niall, pytanie czy wyzwanie?-spytał z uśmiechem cwaniaczka na twarzy
-Zbyt dobrze Cię znam, biorę pytanie-odpowiedziałem
-Kurde! No to, hmmm... Skoro tak dobrze mnie znasz, to ile mam wzrostu?
-175 centymetrów-wytknąłem mu język i przejąłem butelkę. Wypadło na Zayna.
-A więc? Pytanie czy wyzwanie?
-Wyzwanie!
-No to zrób kuksańca Loczkowi-powiedziałem, i spojrzałem na Lily, widać było że jest bardzo ciekawa co on zrobi.
-Hazzuś, przyjacielu ty mój kochany...
-Nie waż się, trzymaj się ode mnie i moich włosów z daleka-krzyknął Loczek i zaczął uciekać. Wszyscy się z niego zaczęliśmy śmiać. Po chwili Zaynie go dogonił, skoczył mu na plecy, a Hazz się załamał i wylądowali na podłodze-Ała, zostaw mnie!
-Jeżeli tak bardzo chcesz-powiedział Zayn,wykonał jego polecenie, i naszym oczom ukazał się Hazza mający większe afro niż zwykle. Wszyscy ponownie wybuchnęliśmy śmiechem. Lily się aż położyła ze śmiechu. Butelka powędrowała do Bad Boya. Zakręcił i trafiło na Lily.
-No, śmiechadło prawda czy wyzwanie?-spytał
-Jasne, że wyzwanie-odpowiedziała
-No wiec, przysuń się do Nialla, i go pocałuj. Pamiętaj, nie wolno zmieniać konkurencji.
-No muszę to muszę-oznajmiła i przysunęła się do mnie
-Jeżeli nie chcesz, to tego nie rób-powiedziałem-Zayn wymyśl coś innego
-Dobra no to zjedz sobie...
-Co?-zapytała pod ekscytowana
-Trochę musztardy-dokończył, a Louis przyniósł musztardę i łyżeczkę. Z wielką trudnością udało jej się to zjeść. Butelką kręciła Lily. Padło na Liama.
-Pytanie czy wyzwanie?-spytała dziewczyna
-Pytanie-odpowiedział
-A więc, powiedz nam, czy wziąłbyś do ręki łyżkę?
-Nie, pod żadnym pozorem-odowiedział
-Oki, łap-rzuciła mu butelkę i już miał kręcić gdy wyłączyli nam prąd.
-Chłopaki, gdzie włożyliście świeczki?-zapytałem
-Gdzieś w pudłach na strychu-odowiedział mi Zayn, a ja wstałem i ruszyłem ostrożnie w stronę schodów. Po drodze nadepnąłem raptem tylko na nogę Liama i Louisa.
-Czekaj, pójdę z tobą-powiedziała Lily wstając. Tak myślę w każdym bądź razie.
Złapała mnie za rękę, i po omacku dotarliśmy do schodów. Wdrapaliśmy się po nich i doszliśmy na strych. Lily wyciągnęła telefon i nam poświeciła. Wzięła telefon w zęby i zaczęliśmy przeszukiwać pudła. Znaleźliśmy ich całkiem sporo. Nakładliśmy ich do kieszeni, co nam trochę czasu zajęło i z powrotem poszliśmy na dół. Wysypaliśmy je na podłogę.
-Nie potrzebnie się wlekliście. My już idziemy-oznajmiła Alex wstając-Lily idziesz z nami?
-A mam jakiś wybór?-spytała dziewczyna
-Raczej nie- odpowiedziała jej Meggie.
Dziewczyny ubrały się w kurtki i buty i wyszły. Lily przed wyjściem dała mi całusa w pulik i powiedziała, że bawiła się całkiem dobrze. Poszedłem do swojego pokoju. Wziąłem szybki prysznic, ubrałem się w moją piżamę. Przed snem wyjżałem przez okno, i ujrzałem, że dziewczyny nie mogą wejść do domu. Wyprułem z chaty jak piorun.
-Co się dzieje?-zapytałem
-Klucz nam się złamał-odpowiedziała mi Alex
-A gdzie jest Lily?-spytałem
-Poszła wchodzić przez okno
-Aaa... utknęłam- usłyszałem głos Lily i od razu ruszyłem jej szukać. Po chwili poszukiwań znalazłem dziewczynę wiszącą na parapecie.
-Lily, wszystko dobrze?-zaniepokoiłem się
-Tak, tylko mógłbyś mi pomoc wyjść
Złapałem dziewczynę w pasie, i ciągnąłem tak mocno, ze wylądowaliśmy na trawie. Wstaliśmy, po czym zaproponowałem aby dziewczyny przenocowały u nas. Zgodziły się, a następnie poszliśmy do mnie. Ustaliłem im swojego pokoju, a sobie przygotowałem wygodny kącik na kanapie w salonie. Rano miałem bardzo drastyczną pobudkę. Cała czwóreczka moich przyjaciół zrobili ze mnie materac.
-Ałła, od kiedy wy o tej godzinie na nogach jesteście -zapytałem z trudem
-Od dzisiaj, twój bieg w nocy mnie obudził i widziałem, ze śpisz na kanapie-oznajmił Liam próbując wygodnie usiąść, czyli innymi słowy skakał po mnie
-Złaźcie ze mnie, idę zrobić dziewczynom pobudkę-rozkazałem
-Nie licz na to-powiedział z uśmiechem Louis
-Nie to nie-oznajmiłem, i wyczłapałem się spod chłopaków i poszedłem na górę obudzić dziewczyny-Puk puk puk-powiedziałem wchodząc
-O matko!-wrzasnęła zaspana Alex i schowała się pod kołdrę
-Co ,,O matko"?-zdziwiłem się
-Ma szopę na głowie i woli aby nikt jej nie oglądał-wyjaśniła Lily
-Ty jesteś nie lepsza-oznajmiła Meggie
-To nie prawda. To jest artystyczny nie ład-powiedziała z satyswakją.
-Co chcecie na śniadanie?-zapytałem
-Ja, poproszę... -zaczęła Meggie-a co jest?
-No, nie wiem, Hazz prawdopodobne może zrobić naleśniki-odpowiedziałem
-No to, ja się poczęstuję daniem Harrego-dokończyła Megg
-Ja też-oznajmiła Lily- A ty, Szopa?
-Też naleśniki-oznajmiła-A za tą szopę Ci się dostanie-dodała po chwili
-Zawołam was jak będzie gotowe-poinformowałem je i wyszłem.-Harry, masz zrobić dziewczynom naleśniki-oznajmiłem siadając na fotelu.
--------------------------------------------------------------------------------------------
Znowu jeden rozdział pisałam przez miesiąc. Wezmę się do roboty i częściej będę dodawać części. /Elka ;D
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)







.gif)