wtorek, 21 stycznia 2014

Rozdział IV

                                                               *Oczami Zayna*
Powoli łapałem dziewczynę za rękę. Gdy już to zrobiłem, uścisnęła moją dłoń i odebrałem to jako znak aby jej nie puszczać. Po krótkim czasie Słońce zniknęło za horyzontem. Poszliśmy do domu dziewczyn. Odprowadziłem ją pod same drzwi od jej pokoju, po czym zszedłem do salonu, gdzie Lily z Niallem oglądali film pt."Ulice strachu: Krwawa Mary", . Usiadłem na fotelu,  a po chwili przyszła do nas Meggie owinięta w kołdrę. Jak usiadła widziałem, że ma na sobie szare luźne dresy ze ściągaczami na kostkach, białą bokserkę i rozpiętą bluzę z Adidasa. Owinęła się kołdrą i ustatkowała się na fotelu znajdującym się naprzeciw mojego miejsca siedzenia (głupio to brzmi). 

                                                             *Oczami Margaret*
Horrory, horrory, horrory... Jak ja ich nie na widzę.Za każdym razem, albo usnę, albo prze straszę się tak, że przez miesiąc nie rozstaję się z latarką i światłem, bo jeszcze by mi coś wyskoczyło przed
twarzą i co wtedy? Siedziałam owinięta w kołdrę wtulona w fotel. Trzęsłam się ze strachu. Co chwilę chowałam twarz w pościel. Spoglądałam na Zayna. On był przeciwieństwem mnie. Gapił się w ekran bez żadnego za interesowania. Babka z krwią na ryju wyszła by z ekranu stanęła przed nim, a on by kazał jej się odsunąć bo mu zasłania, W każdym razie jego wyraz twarzy na to wskazywał. Lily za to miała głowę na kolanach Blondaska, a on leżał prawie że na niej. Po długim (jak dla mnie) czasie trzeba było obudzić Lilkę i Nialla. Zostawiłam to zadanie Malikowi, gdyż mi było żal. Poszłam na górę do swojego pokoju. Wygodnie ułożyłam się w łóżeczku pod kołderką aż tu nagle do pokoju wszedł mi Zayn.
-Co trapi twą duszę?-spytałam 
-Nie chce mi się iść do domu. Mogę u was zostać?-zrobił minę zbitego psa
-Mieszkasz w domu obok-powiedziałam
-No ale muszę się ubrać, a potem dojść na górę do pokoju i zrobić pad w przód. 
-Ehh...-wstałam i ustąpiłam mu wyra. 
Wyciągnęłam gruby koc z szafy i ruszyłam w stronę drzwi.
-Gdzie idziesz?-spytał mnie Zayn
-Na kanapę-odpowiedziałam
-Tu zostań, będzie Ci wygodniej
-Ale na dole jest TV, pa pa-wyszłam z pokoju i popędziłam do salonu
Włączyłam telewizor, ułożyłam się wygodnie na sofie, a po chwili zasnęłam.
                     *RANO*
Obudziłam się dosyć wcześnie. Postanowiłam zrobić zakupy na święta, które miały się odbyć za tydzień. Poszłam do pokoju gdzie spał Zayn. Po cichu wzięłam z szafy czarne spodnie, białą koszulę z długim rękawem i czarną marynarkę bez rękawów po czym poszłam do łazienki się przebrać. Skoczyłam jeszcze po coś do jedzenia do kuchni i wyszłam z domku.

                                                           *Oczami Zayna*
Gdy się obudziłem było coś około godziny 11:00. Rozejrzałem się po pokoju o lawendowych ścianach. Na początku zdziwiłem się, że nie jestem u siebie, ale po chwili skapnąłem się czemu. Wstałem, a następnie poszedłem na dół, bo coś mi pachniało sernikiem. W kuchni zastałem Nialla i Lily, którzy byli cali biali od mąki, już nie wspominając o reszcie pomieszczenia. 
-Wolę nie pytać...
-Wróciłam-przerwała mi Meggie wchodząc do pomieszczenia-Co tu się działo?
-Piekli ciasto-odpowiedziałem 
-Ja tego nie sprzątam-powiedziała odkładając torby z zakupami 
-Ja też nie-dołączyłem się po czym poszliśmy do pokoju Meg.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Troszkę kródki wyszedł ten rozdział. Mam nadzieję że wam się podobał. Kolejny pojawi się za 2 komentarze. /Elka

                             Czytasz=komentujesz

wtorek, 7 stycznia 2014

Elo Elo

Mam prośbę. Nie bądź taki lub taka. Zostaw komentarz pod jakimś rozdziałem. Oj no proszę. Mam na dwuch łapkach stanąć, żebyś zostawiła/zostawił komentarz?  Pliiiiiiiiis...
To jest dla nas wielka zachęta. 
Jak to ujmuje Lolks ,,jak nie po dobroci to siłą". Ona was znajdzie, a raczej wywęszy jak pies (mam przejebane za tamte słowa) i ona was zabije. /Elka ;D

czwartek, 2 stycznia 2014

Rozdział III

                                                      *Oczami Margaret*
-To co chcecie robić?-zapytał Liam, całe nasze towarzystwo czyli Lily, Nialla, Zayna, mnie i Louisa.
-Ja idę trochę z tymi waszymi drzwiami powalczyć-oznajmił Horanek 
-Czekaj za mną. Sam tam nic nie zdziałasz-rozkazała Lily, po czym wyszli z domu wcześniej się ciepło ubierając
-Ja idę na zakupy-oznajmiłam wstając
-To ja z Tobą-Zayn do mnie dołączył. 
-Ale najpierw się przebiorę, bo w Twojej bluzie raczej nie pójdę-oznajmiłam.
Poszłam na górę i wzięłam swoje rzeczy, czyli klucze, telefon, portwel i ubranie. Ruszyłam do łazienki, lecz znim ją znalazłam to trochę minęło. Włoźyłam na siebie swoje ciuchy, i zrobiłam lekki makijaż. Schodząc na dół zachaczyłam o pokój Zayna. Poznałam go po tym, że na drzwiach widniała tabliczka z napisem:
                                                                           POKÓJ ZAYNA
                                          NIE WCHODZIĆ BEZ POZWOLENIA.
                                 MAM BROŃ I NIE ZAWACHAM SIĘ JEJ UŻYĆ .

Weszłam szybko, zostawiłam złoźoną bluzę na łóżku, które wyglądało jakby przeszło przez nie tornado, i wyszłam najszybciej jak umiałam. Zeszłam na dół.
-Gotowa?-zapytał Malik
-Tak-ubraliśmy się  i wyszliśmy z domu. Podeszliśmy jeszcze do Nialla i Lil, którzy próbowali otworzyć drzwi od naszego domku.- Wy jeszcze się męczycie?-zaczęłam
-Nie łatwiej zadzwonić do specjalistę od takich rzeczy?-dokończył Zaynie
-Chyba speca-poprawiła go Lily
- Na jedno wychodzi. Przekaz czaicie, nie?-odpowiedział Zayn
-Tak. Spróbuj ty to otworzyć-rozkazał mu Horanek. Malik poszarpał chwilę przwi, a potem doszedł do wniosku, że w złą stronę próbowaliśmy je otworzyć. Pchnął drzwi, i się otworzyły.-Ale... jak ty to zrobiłeś?
-Czary mary, hokus pokus-odpowiedział-Zostaw swoje rzeczy i za chwilę ruszamy dalej-rozkazał mi, a ja wykonałam jego polecenie.

                                                              *Oczami Zayna*
-Idę do środka-oznajmiła Lily
-Zaraz do Ciebie przyjdę-poinformował dziewczynę Niall- Widzę, że pomiędzy wami iskrzy jak w ognisku-zwrócił się do mnie Ni
-Porównania, to ty masz. I to nie pomiędzy nami tylko Tobą i Lily-poprawiłem go
-No właśnie nie. To wy idziecie i gapicie się na siebie z uczuciem. I ona pozwoliłaby Ci złapać się za dłoń, a jak ja bym tego spróbował pożegnałbym się z moją rąsią na zawsze.
-Oj nie przesadzaj,aż taka straszna nie jest...
-Uwarzaj, bo się zdziwisz

                                                      *W tym samym czasie*
                                                        *Oczami Margaret*
-Lecisz na niego. Przyznaj się bez bicia-rozkazała mi Lily
-Nie prawda. Podoba mi się,ale nie poleciałam jeszcze na niego.
-Nie żartuj w takiej chwili. Przyznaj się. Zakochałaś się w nim-męczyła mnie Lilka
-Nie. Co on ma niż inni faceci? Te brązowe piękne oczy, idealnie ułożone włosy, świetny styl, nie wspominając o zajebistej osobowości... O kurwa! Zakochałam się...Ja się zakchałam!-krzyczałam
-Zamknij się, bo Cię usłyszy-zwróciła mi uwagę
                     
                                                        *Oczami Zayna*
-Słyszałeś to?-spytałem z nadzieją, że nie oszalałem
-Tak. Widzisz. Meggie odwzajemnia Twoje uczucia
-To fajnie-uśmiechnąłem się, a w głębi duszy darłem się jak najęty, lecz po chwili zacząłem wrzeszczeć-Ja ją kocham!!!
-On ją kocha!-krzyczał Ni
-Zamknij się, bo się wyda-zwruciłem mu uwagę
-Sam to przed chwilą wrzeszczałeś
-No ale to nie znaczy, że ty też musisz
-Tak znaczy-odpowiedział a w progu pojawiła się Meggie ubrana w sukienkę
-Zimno tu-oznajmiła
-Mówiłam Ci, żebyś ubrała spodnie-powiedziała Lily
-Cicho siedź. Jakoś wytrzymam.
-Pamiętaj, że ja nie mam zamiaru Ci później leków nosić-przestrzegła Lily Meggie po czym weszli do środka
-Pięknie wyglądasz-zwróciłem się do Margaret
-Dzięki
-Jedziemy?
-Jasne
Wsiedliśmy do samochodu wcześniej wyprowadziwszy go z garażu. Pojechaliśmy do centrum handlowego po drugiej stronie miasta. Weszliśmy do sklepu z ubraniami. Meggie wzięła kilka par jeansów i poszła do przymierzalni. Stałem na przeciw kabiny, do której weszła moja towarzyszka. Po chwili uznała, że idzie po jeszcze inne. Ja się zacząłem śmiać, gdyż więcej miejsca zajmowały ubrania niż sama Meg. Wiedziałem, że to trochę zajmie więc usiadłem na kanapie znajdującej się centralnie za mną. Gdy już przymierzyła wszystko co się tam znajdowało wachała się pomiędzy spodniami koloru normalnego jak to jeansy bywają najczęściej, a spodniami koloru czerwonego. 
-Które lepsze?-spytała mnie wychodząc z przymierzalni
-Te jasne
-A nie te czerwone?
-Jak chcerz to mogą być te czerwone
-Ale ja się pytam o Twoją opinie
-To według mnie w obu wyglądasz równie dobrze
-Nie pomagasz
-No pytasz się o moją opinie, to Ci odpowiedziałem, a ty się jeszcze czepiasz-powedziałem
-Ale chodzi mi o to, które mam kupić-wyjaśniła
-Kup oby dwie pary i problem z głowy
-Nie stać mnie na nie. Mam kase tylko na jedne
-To ja Ci kupię. Proste i logoczne-powiedziałem wstając
-Nie, nie będę Cię naciągać...
-Ale ja chcę-przerwałem jej
-Ja też chcę wiele rzeczy i ich nie dostaję-odpowiedziała mi 
-To inaczej. Kiedy masz urodziny?-spytałem
-Za pół roku
-Gwiazdka jest bliżej. To będzie prezent dla Ciebie na Boże Narodzenie. 
-Nawet jeśli to i tak tego nie chcę
-Trudno, jak nie po dobroci to siłą-wziąłem spodnie i poszedłem do kasy zapłaciłem za nie i dałem reklamówkę z zakupem Meggie
-Mówiłam, że nie chcę
-Już kupiłem, bieżesz teraz czy w święta?-spojrzała na mnie złowrogo, biorąc torbę-To gdzie teraz chcesz iść?
-Ja kupiłam to co chciałam. Teraz do Ciebie należy wybór-odpowiedziała mi Meg
-To pojedziemy do domu-zgodziła się ze mną po czym poszliśmy szukać samochodu.
Niestety poszukiwania poszły na marne, ponieważ moje auto odholowali. Postanowiliśmy pójść pieszo. 
-To teraz mamy czas pogadać-zacząłem-Wczoraj mało się o Tobie dowiedziałem
-To pytaj o co chcerz
-Okey, to masz chłopaka?
-Nie, rok temu rozstałam się z moim byłym i od tamtej pory czekam, na tego w krórym się zakocham od pierwszego wejrzenia-odpowiedziała- A ty?
-Nie mam chłopaka
-No to się domyślam, i nie udawaj głupszego niż jesteś. 
-Dobra, gazety piszą, że spotykam się z Perrie Edwards, ale to tylko ustawka.
-Rozumiem. Teraz moja kolej. Jakie jest Twoje ulubione miejsce w Londynie?
-Most nad Tamizą, a twoje?
-Też.
-Czy tobie też jest zimno?
-Trochę nie na temat, ale tak-odpowiedziała, a ja postanowiłem, że pójdziemy na skruty, a przy okazji wstąpimy na most. Po chwili byliśmy jeż nad rzeką.- Pięknie tu przy zachodzie Słońca-oznajmiła Meggie wpatrzona w gwiazdę. Powoli łapałem dziewczynę za rękę.

                                                  TO BE CONTINUED...

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Trochę się spóźniłam z dodaniem tego rozdziału i jeszcze nie dokończyłam. Miałam nadzieję, że zmieszczę się w tej strefie do północy, ale mi się nie udało. Równie dobrze mogłam powiedzieć, że moje jutro to jest za kilka dni, ale nie ładnie okłamywać ludzi. Zostawcie po sobie ślad w postaci komentarza. Trzymajcie się nie puszczajcie NARAZIE.


 Czytasz = komentujesz  proste i logiczne.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Życzonka

Chciałabym wam życzyć Szczęśliwego Nowego Roku. Aby wszystkie wasze życzenia się spełniły. Ten rok ma być rokiem szczęśliwym dla was i to nie jest prośba. To jest rozkaz! Odwala mi już dzisiaj, także cuż...
Na Boże Narodzenie zapomniało mi się wysłać wam życzeń, bo byłam zajęta pomaganiem mamie w kuchni i organizowaniem urodzin, które nie wypaliły XD. 
Kolejny rozdział pojawi się prawdopodobnie jutro, lub dzisiaj. Jest już w pół do piątej rano, a ja jeszcze nawiedzam dom podczas poszukiwania żarcia //Elka ;D


Rozdział II

                                                *Oczami Harryego*

-Harold, do garów-rozkazał mi Niall wchodząc spowrotem do salonu
-Horan, nie jestem Twoim sługą, więc mi nie rozkazuj. Czaisz?-spytałem ruszając głową
-Kiedy będą te naleśniki, bo głodna jestem-oznajmiła Alex wchodząc do pomieszczenia 
-Już się za nie biorę-wstałem
-A jej, to słuchasz?-oburzył się Niall, a ja pokiwałem głową na tak gdy wychodziłem z pokoju
-Może Ci w czymś pomóc?-spytała Alexandra
-Nie, nie trzeba
-To chociarz dotrzymam Ci towarzystwa. 
-Jak chcesz-siedziała przy stole obserwując każdy mój ruch. Czułem się jakbym był porwany.
-Jaki ty jesteś skupiony, jak gotujesz. Ja tak nie potrafię-oznajmiła
-Gdy ty tu jesteś, to trudno mi się skupić-oznajmiłem z uśmiechem
-Bo się zarumienię
-Ale taka, jest prawda-mówiłem smętnym głosem 
-Coś chyba jesteś nie w sosie-podeszła do mnie-Co się stało?
-Nic takiego. Nie będę Cię zanudzał-odpowiedziałem
-No powiedz, prooooooooooooosze....-błagała mnie
-Już mówiłem Ci, że nie będę Ci zanudzał
-To co ja mam na kolana paść?
-Nie, i tak Ci nie powiem
-Jesteś uparty jak osioł
-Wiem. Wszyscy mi to mówią.
-Oj no powiedz. Nikomu nie wygadam-przysięgła
-Po śniadaniu,okey?
-Dobra
Wzięliśmy talerze z moim pysznym daniem, i zanieśliśmy je na stół. Wszyscy razem zjedliśmy posiłek po czym rozeszliśmy się.
-To powiesz mi czy nie?-spytała Alex
-Ubierz się. Idziemy na spacer-rozkazałem ona wykonała moje polecenie.
Poszliśmy do parku nie daleko od naszego domu. Szliśmy w ciszy. Wokół nas nie było żadnej żywej duszy. Był tylko biały śnieg. Miejscami nawet żółty. 
-To powiesz co Ci jest?-męczyła mnie Alexandra
-Wstałem po prostu lewą nogą-odpowiedziałem i się uśmiechnąłem
-I tylko to?
-Tak
-Czyli wyciągnąłeś mnie taki kawał od domu tylko po to żeby mi powiedzieć, że wstałeś lewą nogą?
-Tak
-Kiedyś mi za to zapłacisz-zagroziła, a ja zaliczyłem glebę, po chwili śmiałem się sam z siebie-Mówiłam, że za to zapłacisz
-Ale ja myślałem, że zapłacę za nową torebkę, a nie w ten sposób-oznajmiłem, a Alex ruszyła przed siebie. Ulepiłem ze śniegu kulkę i rzuciłem nią w Alex. Trafiłem ją w du... w tyłek.
-Zboczeńcy gdzie celujesz?-spytała odwracając się
-Stałaś tyłem, co ja miałem zrobić. Zaatakować Cię od przodu?
-Tak, zdążyłabym przy najmniej się schylić-także ulepiła kulkę i trafiła mnie w łeb dokładnie w tym samym czasie kiedy wstawałem z ziemi.Miałem całe białe włosy OD ŚNIEGU.-Ma się cela!-krzyknęła tak, że obudziła tym pół miasta.
-Cicho, nie jesteś w tym kraju sama-powiedziałem 
-Wiem, ale to ty masz większy problem
-Czemu niby?-zdziwiłem się, a ona wyciągnęła z kieszeni kurtki kulkowaty puszek i we mnie nim rzuciła. Zdążyłem schować się za drzewo- Czy ty robisz na mnie zamach?
-To śmiała hipoteza...
-Czyli, nie?
-Czyli tak, ale twierdzę, że to śmiała hipoteza-pobiegła prosto na zaspę. W ostatniej chwili skoczyła tak jak królik i wylądowała za górką. W ogóle jej widać nie było.
-I jak ja teraz mam niby w ciebie trafić?-spytałem z pretensjami do niej
-Kombinuj. W głowie masz taką przedziwną maszynę, która nazywa się mózg. Ona Ci może trochę pomóc w wymyślaniu planu.
-No dzięki za podpowiedź-powiedziałem z sarkazmem
-Nie ma za co
-Ty nie wiesz co to ironia, zgadłem?
-No może...
-Jakąś zachentę dostanę?
-Dostaniesz buziaka, jak trafisz-jak wziąłem zamach to trafiłem ją trochę za mocno, bo ucichła
-To co z tą nagrodą?- spytałem siadając obok niej, a ona podniosła się ze swojej kurtki i dała mi całusa w policzek. Pociągłem ją w swoją stronę i dziewczyna wylądowała na mnie. Po chwili wstała ze mnie, a ja usiadłem i narysowałem na śniegu serce, po czym wyznałem jej miłość. Zgodziła się być moją dziewczyną, a tę bitwę potraktowaliśmy jako pierwszą randkę, gdyż Alex uważa, że woli posiedzieć wtedy w domu i obejrzeć ze mną jakiś horror. 
-Może już pójdziemy do domu?-zapyałem
-No dobra-wstaliśmy i odrazu się otrzepaliśmy.
Wziąłem Lex na ręce, a dziewczyna dała mi soczystego buziaka w usta. Gdy wracaliśmy dumnie kroczyłem trzymając Alexandrę za rękę.
-Mam jeszcze prośbę-zacząłem-Jak to zrobiłaś skacząc przez tą zaspę?
-Normalnie. Skoczyłam i znalazłam się po drugiej stronie
-Skoczysz jeszcze raz dla mnie?
-Ehhh... -wzięła rozpęd i skoczyła jak kangur tym razem, lecz przy lądowaniu coś poszło nie tak jak powinno-Ała! Ooo shit!
-Alex!-podbiegłem do dziewczyny-Co jest?
-Noga mi się dziwnie wykręciła. Nie wiem jak ja upadłam, ale widzę swoją kość!-mówiła coraz głośniej-Harry do jasnej cholery tak nie powinno być!- krzyczała płacząc oraz trzymając się za nogę i zciskając mocno zęby.
-Skarbie uspokuj się. Wszystko będzie dobrze-pocieszałem dziewczynę-Jedziemy do szpitala-rozkazałem
-Ciekawe jak,skoro auto jest w twoim garażu
-Do auta Cię doniosę. Taki słaby jak myślisz nie jestem-wziąłem Alex na ręce, a po długiej chwili byliśmy już w szpitalu Zrobili jej tam badania,po czym lekarze stwierdzili, że to zwykłe złamanie. Owinięto jej szkitę gipsem, po czym pojechaliśmy spowrotem do domu.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
mam nadzieje że wam się spodoba ///  trochę zajęło pisanie tego mam nadzieje że docenicie naszą pracę / zostawiajcie komentarze i wg aby motywowały nas do dalszego pisania / trzymajcie się / Szczęśliwego Nowego Roku / Lolks 

czwartek, 12 grudnia 2013

Hello

Jestem Lolks i mam nadzieję że nasz blog wam się spodoba. Komentujcie i mówcie o nim znajomym Directioners ;D Trzymajcie się i nie puszczajcie/// specjalnie dla was Hazz ;D