-To co chcecie robić?-zapytał Liam, całe nasze towarzystwo czyli Lily, Nialla, Zayna, mnie i Louisa.
-Ja idę trochę z tymi waszymi drzwiami powalczyć-oznajmił Horanek
-Czekaj za mną. Sam tam nic nie zdziałasz-rozkazała Lily, po czym wyszli z domu wcześniej się ciepło ubierając
-Ja idę na zakupy-oznajmiłam wstając
-To ja z Tobą-Zayn do mnie dołączył.
-Ale najpierw się przebiorę, bo w Twojej bluzie raczej nie pójdę-oznajmiłam.
Poszłam na górę i wzięłam swoje rzeczy, czyli klucze, telefon, portwel i ubranie. Ruszyłam do łazienki, lecz znim ją znalazłam to trochę minęło. Włoźyłam na siebie swoje ciuchy, i zrobiłam lekki makijaż. Schodząc na dół zachaczyłam o pokój Zayna. Poznałam go po tym, że na drzwiach widniała tabliczka z napisem:
POKÓJ ZAYNA
NIE WCHODZIĆ BEZ POZWOLENIA.
MAM BROŃ I NIE ZAWACHAM SIĘ JEJ UŻYĆ .
Weszłam szybko, zostawiłam złoźoną bluzę na łóżku, które wyglądało jakby przeszło przez nie tornado, i wyszłam najszybciej jak umiałam. Zeszłam na dół.
-Gotowa?-zapytał Malik
-Tak-ubraliśmy się i wyszliśmy z domu. Podeszliśmy jeszcze do Nialla i Lil, którzy próbowali otworzyć drzwi od naszego domku.- Wy jeszcze się męczycie?-zaczęłam
-Nie łatwiej zadzwonić do specjalistę od takich rzeczy?-dokończył Zaynie
-Chyba speca-poprawiła go Lily
- Na jedno wychodzi. Przekaz czaicie, nie?-odpowiedział Zayn
-Tak. Spróbuj ty to otworzyć-rozkazał mu Horanek. Malik poszarpał chwilę przwi, a potem doszedł do wniosku, że w złą stronę próbowaliśmy je otworzyć. Pchnął drzwi, i się otworzyły.-Ale... jak ty to zrobiłeś?
-Czary mary, hokus pokus-odpowiedział-Zostaw swoje rzeczy i za chwilę ruszamy dalej-rozkazał mi, a ja wykonałam jego polecenie.
*Oczami Zayna*
-Idę do środka-oznajmiła Lily
-Zaraz do Ciebie przyjdę-poinformował dziewczynę Niall- Widzę, że pomiędzy wami iskrzy jak w ognisku-zwrócił się do mnie Ni
-Porównania, to ty masz. I to nie pomiędzy nami tylko Tobą i Lily-poprawiłem go
-No właśnie nie. To wy idziecie i gapicie się na siebie z uczuciem. I ona pozwoliłaby Ci złapać się za dłoń, a jak ja bym tego spróbował pożegnałbym się z moją rąsią na zawsze.
-Oj nie przesadzaj,aż taka straszna nie jest...
-Uwarzaj, bo się zdziwisz
*W tym samym czasie*
*Oczami Margaret*
-Lecisz na niego. Przyznaj się bez bicia-rozkazała mi Lily
-Nie prawda. Podoba mi się,ale nie poleciałam jeszcze na niego.
-Nie żartuj w takiej chwili. Przyznaj się. Zakochałaś się w nim-męczyła mnie Lilka
-Nie. Co on ma niż inni faceci? Te brązowe piękne oczy, idealnie ułożone włosy, świetny styl, nie wspominając o zajebistej osobowości... O kurwa! Zakochałam się...Ja się zakchałam!-krzyczałam
-Zamknij się, bo Cię usłyszy-zwróciła mi uwagę
*Oczami Zayna*
-Słyszałeś to?-spytałem z nadzieją, że nie oszalałem
-Tak. Widzisz. Meggie odwzajemnia Twoje uczucia
-To fajnie-uśmiechnąłem się, a w głębi duszy darłem się jak najęty, lecz po chwili zacząłem wrzeszczeć-Ja ją kocham!!!
-On ją kocha!-krzyczał Ni
-Zamknij się, bo się wyda-zwruciłem mu uwagę
-Sam to przed chwilą wrzeszczałeś
-No ale to nie znaczy, że ty też musisz
-Tak znaczy-odpowiedział a w progu pojawiła się Meggie ubrana w sukienkę
-Zimno tu-oznajmiła
-Mówiłam Ci, żebyś ubrała spodnie-powiedziała Lily
-Cicho siedź. Jakoś wytrzymam.
-Pamiętaj, że ja nie mam zamiaru Ci później leków nosić-przestrzegła Lily Meggie po czym weszli do środka
-Pięknie wyglądasz-zwróciłem się do Margaret
-Dzięki
-Jedziemy?-Jasne
Wsiedliśmy do samochodu wcześniej wyprowadziwszy go z garażu. Pojechaliśmy do centrum handlowego po drugiej stronie miasta. Weszliśmy do sklepu z ubraniami. Meggie wzięła kilka par jeansów i poszła do przymierzalni. Stałem na przeciw kabiny, do której weszła moja towarzyszka. Po chwili uznała, że idzie po jeszcze inne. Ja się zacząłem śmiać, gdyż więcej miejsca zajmowały ubrania niż sama Meg. Wiedziałem, że to trochę zajmie więc usiadłem na kanapie znajdującej się centralnie za mną. Gdy już przymierzyła wszystko co się tam znajdowało wachała się pomiędzy spodniami koloru normalnego jak to jeansy bywają najczęściej, a spodniami koloru czerwonego.
-Które lepsze?-spytała mnie wychodząc z przymierzalni
-Te jasne
-A nie te czerwone?
-Jak chcerz to mogą być te czerwone
-Ale ja się pytam o Twoją opinie
-To według mnie w obu wyglądasz równie dobrze
-Nie pomagasz
-No pytasz się o moją opinie, to Ci odpowiedziałem, a ty się jeszcze czepiasz-powedziałem-Ale chodzi mi o to, które mam kupić-wyjaśniła
-Kup oby dwie pary i problem z głowy
-Nie stać mnie na nie. Mam kase tylko na jedne
-To ja Ci kupię. Proste i logoczne-powiedziałem wstając
-Nie, nie będę Cię naciągać...
-Ale ja chcę-przerwałem jej
-Ja też chcę wiele rzeczy i ich nie dostaję-odpowiedziała mi
-To inaczej. Kiedy masz urodziny?-spytałem
-Za pół roku
-Gwiazdka jest bliżej. To będzie prezent dla Ciebie na Boże Narodzenie.
-Nawet jeśli to i tak tego nie chcę
-Trudno, jak nie po dobroci to siłą-wziąłem spodnie i poszedłem do kasy zapłaciłem za nie i dałem reklamówkę z zakupem Meggie
-Mówiłam, że nie chcę
-Już kupiłem, bieżesz teraz czy w święta?-spojrzała na mnie złowrogo, biorąc torbę-To gdzie teraz chcesz iść?
-Ja kupiłam to co chciałam. Teraz do Ciebie należy wybór-odpowiedziała mi Meg
-To pojedziemy do domu-zgodziła się ze mną po czym poszliśmy szukać samochodu.
Niestety poszukiwania poszły na marne, ponieważ moje auto odholowali. Postanowiliśmy pójść pieszo.
-To teraz mamy czas pogadać-zacząłem-Wczoraj mało się o Tobie dowiedziałem
-To pytaj o co chcerz
-Okey, to masz chłopaka?
-Nie, rok temu rozstałam się z moim byłym i od tamtej pory czekam, na tego w krórym się zakocham od pierwszego wejrzenia-odpowiedziała- A ty?
-Nie mam chłopaka
-No to się domyślam, i nie udawaj głupszego niż jesteś.
-Dobra, gazety piszą, że spotykam się z Perrie Edwards, ale to tylko ustawka.
-Rozumiem. Teraz moja kolej. Jakie jest Twoje ulubione miejsce w Londynie?
-Most nad Tamizą, a twoje?
-Też.
-Czy tobie też jest zimno?
-Trochę nie na temat, ale tak-odpowiedziała, a ja postanowiłem, że pójdziemy na skruty, a przy okazji wstąpimy na most. Po chwili byliśmy jeż nad rzeką.- Pięknie tu przy zachodzie Słońca-oznajmiła Meggie wpatrzona w gwiazdę. Powoli łapałem dziewczynę za rękę.
TO BE CONTINUED...
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Trochę się spóźniłam z dodaniem tego rozdziału i jeszcze nie dokończyłam. Miałam nadzieję, że zmieszczę się w tej strefie do północy, ale mi się nie udało. Równie dobrze mogłam powiedzieć, że moje jutro to jest za kilka dni, ale nie ładnie okłamywać ludzi. Zostawcie po sobie ślad w postaci komentarza. Trzymajcie się nie puszczajcie NARAZIE.
Czytasz = komentujesz proste i logiczne.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz